Ratownictwo medyczne

Pogotowie bez lekarza

9 stycznia 2018
p9

W poniedziałek 8. stycznia ukazał się w Gazecie Wyborczej artykuł „Karetki bez lekarzy”. Bydgoszczanie dowiadują się o planowanej od początku lutego likwidacji jednej z czterech „esek” – zespół specjalistyczny, z lekarzem. Problem dotyczy głównie braku personelu. Zamiast zespołu „S” powstanie zespół „P”, w którego składzie znajdują się ratownicy medyczni (jak w przypadku 12 pozostałych ambulansów na terenie miasta). Oczywiste jest, że szkoda pojazdu, który miałby stać pusty i nie udzielać nikomu pomocy. Decyzje podjęte przez władze WSPR dążą w tej sytuacji do zwiększenia bezpieczeństwa bydgoszczan. Jednak w artykule Gazety Wyborczej można przeczytać o oburzeniu młodych lekarzy.

Piszą do redakcji: „Sytuacja, w której zostawimy tylko trzy karetki specjalistyczne, licząc na pomoc „w razie czego”, będzie realnie zagrażać zdrowiu i życiu bydgoszczan. Karetki podstawowe naprawdę w bardzo wielu przypadkach nie są w stanie zapewnić pacjentowi należytej opieki medycznej”.

Ratownicy medyczni w Polsce od 12 lat wielkim trudem budują zaufanie społeczne do wykonywanego zawodu. Porównując z innymi krajami europejskimi zapewniają opiekę medyczną na najwyższym poziomie. Ratownicy w Polsce nie są po prostu „szkoleni” jak często podają media. Kończą studia licencjackie, następnie magisterskie, a niektórzy nawet robią doktorat. Mają obowiązek doskonalenia zawodowego, które weryfikowane jest co 5 lat. Kursy dodatkowe w ramach doskonalenia zawodowego często kończą się certyfikatami o renomie światowej. Dodatkowo kompetencje uzyskane w drodze rozporządzenia MZ pozwalają na samodzielne wykonywanie różnych procedur ratujących życie oraz podaż 47 leków. Po co więc podawać nieprawdziwe informacje i straszyć społeczeństwo?

W artykule, a potem przed kamerą TVN24 i w radiu pojawia się postać młodego lekarza rezydenta ze Szpitala Uniwersyteckiego im. dr. Jana Biziela, który komentuje sytuację, powiela nieprawdziwe informacje i dodaje niemerytoryczne treści. Twierdzi, że na Zachodzie pogotowie nie wymaga zespołu z lekarzem, bo tam ratownicy są inaczej szkoleni i mają inne uprawnienia – bzdura. Potęguje zaniepokojenie czytelników dodając informacje, że w najbardziej krytycznym momencie, jakim jest zatrzymanie krążenia u pacjenta, zespół z ratownikami „MUSI” wezwać do pomocy lekarza. Niestety nigdzie w przepisach nie ma informacji o takim obowiązku, a ambulans „S” wzywa się jeśli ratownik uzna, że pomocy rzeczywiście potrzebuje. Nie jest również konieczne wzywanie lekarza do odstąpienia od „reanimacji”, taka decyzja należy do zespołu „P” z ratownikami medycznymi.

Dalej jest jeszcze gorzej. Czytamy, że ratownik nie jest w stanie postawić prawidłowej diagnozy w przypadku niektórych chorób. Posiłkuje się dusznością w przebiegu zatorowości płucnej, gdzie pomoc pacjent może otrzymać tylko od lekarza z „S”, który poda „specjalistyczny lek”. W tym jest trochę racji. Bardzo często zarówno zespół z ratownikami jak i z lekarzem zabiera pacjenta do szpitala, dlatego, że nikt nie jest w stanie zdiagnozować problemu w domu, podać lek i wyleczyć. Niestety tym bardziej w przypadku zatorowości. Możemy i często podejrzewamy wiele jednostek chorobowych, ale ostateczna diagnoza odbywa się na poziomie SOR. W takich przypadkach nie ma różnicy między zespołem z lekarzem lub bez.

W obronie ratowników staje dyrektor WSPR, który nie tylko tłumaczy zaistniałą sytuację i uspokaja pacjentów, ale także przyznaje, że ratownicy mają często więcej wiedzy i praktyki w ratowaniu ludzi, niż lekarz z niewielkim stażem. Uważam, że to słuszne stwierdzenie, z powodu którego nikt nie powinien się obrazić. Warto byłoby wspomnieć, że dla przyszłych lekarzy zajęcia z medycyny ratunkowej prowadzą ratownicy medyczni praktykujący w pogotowiu. Nie tylko przekazujemy swoje doświadczenie, ale ćwiczymy też w atmosferze przyszłej współpracy. Szkoda, że takich informacji media nie przekazują społeczeństwu.

Nikogo nie zaskoczy fakt, że ratownicy, również ja, będziemy zaprzeczać kłamliwym informacjom i bronić siebie nawzajem. Jednak w środowisku medycznym po „naszej” stronie stoi także wiele osób, które są lekarzami, pielęgniarkami i innymi, którzy pracują dla pacjentów. Poniżej kilka pytań dla młodego lekarza, który ma inne podejście, niż to jakie czytamy w artykule.

Na pytania odpowiada Paweł Flisiński, lekarz w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii.

MR: „Karetki podstawowe naprawdę w bardzo wielu przypadkach nie są w stanie zapewnić pacjentowi należytej opieki medycznej” – Zgadasz się z tym?

PF: Nie, nie zgadzam się z taką opinią. Ratownicy, którzy pracują w zespołach wyjazdowych są w stanie zapewnić pacjentom bezpieczeństwo. Zespoły ratownictwa medycznego zostały stworzone po to by udzielić natychmiastowej pomocy, a także w przypadku gdy istnieje taka potrzeba w bezpieczny sposób przetransportować pacjenta do szpitala – i w znakomity sposób realizują te zadania. Sam niejednokrotnie miałem okazję widzieć profesjonalizm i olbrzymią wiedzę ratowników.

MR: Interesujesz się medycyną ratunkową, tą nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Czy na Zachodzie opieka przedszpitalna opiera się głównie o specjalistyczne – z lekarzem?

PF: Było dla mnie dużym zaskoczeniem gdy poznałem systemy ratownictwa za granicą, ponieważ opierają się one właśnie o zespoły stworzone przez ratowników. Jednak co najbardziej uderza w takiej organizacji to współpraca. Ratownicy stanowią trzon organizacji i w razie potrzeby mają zawsze dostęp do lekarza – oni współpracują ze sobą, nie stanowiąc w żaden sposób konkurencji dla siebie.

MR: W przypadku, kiedy u pacjenta dojdzie do nagłego zatrzymania krążenia, czy jest potrzebne wzywanie przez ratowników karetki „S”. Czy poradzą sobie bez lekarza?

PF: Miałem okazję kilka razy dojechać z zespołem „S” do resuscytacji prowadzonej przez ratowników. Te które widziałem, prowadzone przez ratowników bydgoskiego pogotowia były przeprowadzone książkowo – zgodnie z wytycznymi ERC, tak, że pacjent był gotowy do zabrania lub ewentualnie podania leków.

MR: Dyżurowałeś w bydgoskim pogotowiu. Widziałeś „od środka” jak pracują ratownicy medyczni. Co mógłbyś powiedzieć na ich temat?

PF: Wiele się od nich nauczyłem. Podpatrując ich zachowania oraz nabyte przez lata przez nich umiejętności sam starałem się w wielu przypadkach działać podobnie. Często byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym co widziałem; gdzie potrafili w dosłownie kilka minut mieć przeprowadzone wstępne badanie pacjenta oraz już były wdrożone pierwsze potrzebne zabiegi. Często zastanawiałem się nad ich pokładami cierpliwości, ponieważ pogotowie w mniejszości przypadków jest wzywane do tego do czego zostało stworzone, więc musieli też działać w sytuacjach które nie są ich celem.

MR: Odnosząc się do przypadku „duszności i zatorowości” poruszonej w artykule. Jesteś w stanie rozpoznać w karetce zatorowość i podać cudowny lek? Czy jakikolwiek lekarz jest w stanie to zrobić?

PF: Zatorowość płucna jest bardzo poważnym rozpoznaniem, szczególnie niebezpiecznym dla pacjenta, ponieważ grozi bezpośrednio utratą życia. Można ją podejrzewać, jeżeli wywiad i objawy na nią wskazują, ale by potwierdzić rozpoznanie i tak potrzebne są badania w szpitalu. Wyposażenie karetki, mimo że dość bogate nie pozwala przeprowadzić wszystkich badań. Uważam, że w przypadku takiego podejrzenia i tak kluczową rolą jest transport do szpitala.

Zobacz także

3 komentarze/y

  • Reply Joanna 9 stycznia 2018 at 09:39

    Bardzo dobry artykuł! Również jestem lekarzem i mam doświadczenie w pracy z ratownikami. Wiadomo, w każdej branży zdarza się ktoś kto ogarnia mniej lub więcej, jednak obecne kształcenie ratowników jest tak skonstruowane, że są oni świetnie przygotowani do samodzielnej pracy, a lekarze mają stanowić jedynie wsparcie, w sytuacjach trudniejszych (z różnych przyczyn, często logistycznych, a nie wynikających z braku kompetencji) czy też wątpliwych. Szkoda, że wypowiedź jednego lekarza została tak rozdmuchana przez media i powoduje jakieś spięcia pomiędzy naszymi grupami zawodowymi. Na szczęście przekonana jestem, że osoby pracujące w branży ratunkowej podzielają poglądy Pawła Flisińskiego, z którymi ja również się identyfikuję. Warto jednak oczywiście uświadamiać społeczeństwu jak wygląda rzeczywistość, pamiętając o wzajemnym wspieraniu się! :-)
    Pozdrawiam!

  • Reply lekarz 12 stycznia 2018 at 16:38

    dodajmy, ze doktor Flisiński jest na specjalizacji z AiIT nawet nie od miesiąca :) ale zacnie już może się tym pochwalić.. brawo. medialnie. oby Cię ta specjalizacja, kolego, szybko utemperowała.

  • Reply Michał 13 stycznia 2018 at 03:48

    Jestem kardiologiem. Jeździłem w pogotowiu 8 lat. Uwielbiałem tą pracę. I zawsze powtarzałem, że to nie miejsce dla lekarzy. Z wielu względów. Przede wszystkim nie są tam potrzebni. Ratownicy są świetni w tym co robią. Miejsce lekarzy jest na SOR i oddziałach szpitalnych. Lekarze mają się zająć przede wszystkim diagnostyką i leczeniem (również pilnym), ale nie ratownictwem przedszpitalnym – to powinna pozostać domena ratowników. Dlaczego lekarze jeżdżą w pogotowiu? Powodów jest wiele. Ja np. bardzo to lubiłem, ci którzy nie czują, nie lubią medycyny ratunkowej może mnie nie zrozumieją, ale jest to pewien styl życia. A najbardziej prozaiczny powód pracy lekarzy w pogotowiu – często lepiej płatny i znacznie lżejszy/łatwiejszy dyżur niż na SOR (skali trudności nawet nie ma co porównywać, i tu proszę ratowników o nie obrażania się na mnie :-)

    Co do zatorowości płucnej. Nie znam nikogo kto podał tPA pacjentowi z podejrzewaną zatorowością płucną w warunkach przedszpitalnych. Natomiast bardzo chętnie wysłucham uzasadnienia (co do takiego podania leku) od osoby, która to zrobiła.

    Pozdrawiam,
    Michał

  • Zostaw odpowiedź