Pediatrycznie

Intensywna Terapia Pediatryczna – okiem pielęgniarki

5 września 2018
IMG_0441

Od 6 lat pracuję z pacjentami pediatrycznymi na oddziale intensywnej terapii. Trafiłam tam całkiem przypadkiem, choć na studiach zarzekałam się, że “dzieci” to nie moja bajka, to w chwili gdy naczelna pielęgniarka zaproponowała mi intensywną pediatryczną długo nie zastanawiałam się nad decyzją. Trudno tę pracę wyrazić w słowach. Najłatwiej byłoby Was porwać choć na jeden dzień, żebyście mogli zobaczyć ją od kuchni i wszystko poczuć na własnej skórze. Nie jest to praca łatwa, ale za to niezwykle satysfakcjonująca.

Przekraczając próg oddziału zauważycie, że to co charakteryzuje intensywną dziecięcą to różnorodność. Jest ona efektem gigantycznej rozpiętości wiekowej oraz masowej naszych pacjentów. Najmniejszy nasz pacjent to 900-gramowy wcześniak, największy ponad 100-kilogramowy nastolatek. Mimo, że zazwyczaj przyjmujemy “standardowe” dzieci to musimy być gotowi na każdą skrajność. Cały sprzęt na oddziale, a wcale nie ma go mało, musi być dostosowany do naszego podopiecznego. Wkłucia dożylne i dotętnicze, respiratory, rurki intubacyjne, cewniki moczowe, sondy żołądkowe, łóżka, inkubatory, maski krtaniowe, środki do pielęgnacji…. totalnie wszystko.

20180814_173716

Jednak mając nawet najlepszy sprzęt na świecie, nie zdziałacie nic bez ciężkiej pracy dobrego zespołu interdyscyplinarnego. Dlatego stawiając kroki na intensywnej terapii trzeba nastawić się na dużą dawkę wiedzy. Spotkacie się tu z koktajlem trzech wielkich dziedzin: pediatrią, intensywną terapią i ratownictwem. Ale na brak neonatologii, edukacji medycznej, psychologii czy fizjoterapii też nie będziecie narzekać. Gdy zaczynałam swoją przygodę na oddziale, miałam niebywałe szczęście pracować nie tylko z pielęgniarkami i lekarzami, ale też z ratownikami medycznymi i położnymi. Dla mnie, młodej pielęgniarki taki miks był niezwykle cenny i edukacyjny. Każdy nauczył mnie czegoś ze swojej branży, za co będę im zawsze wdzięczna. Z tego powodu z całego serca polecam multizawodowe zespoły w pracy.

Mój oddział jest stosunkowo mały. Nie liczy nawet 10 stanowisk. Mimo to nie narzekamy na brak pracy. Obciążenie obowiązkami jest bardzo duże. Na jedną pielęgniarkę przypada po 1-2 pacjentów, a w przypadku zbyt małej liczby personelu nawet po 3(!). Lista zadań na dyżurze jest naprawdę długa. Przez 12 godzin czuwamy nad naszymi podopiecznymi, odpowiadamy za ich zdrowie i bezpieczeństwo. Dni i noce mijają nam na monitorowaniu stanu pacjenta, jego parametrów życiowych, aktywności, dysfunkcji oraz braniu udziału w procesie leczenia i diagnozowania. Pacjenci nieprzytomni nie są w stanie zaspokoić swoich najbardziej podstawowych potrzeb. Nie obrócą się, nie nakarmią, nie przełkną śliny, nawet nie mrugną. Od tego wszystkiego mają nas. Mają nas też po to, by stawać w ich obronie, przytulać, wspierać czy po ludzku pogadać.

LRM_EXPORT_20180903_202250

Z wielu stron można usłyszeć, że praca pielęgniarki kojarzy się często z czynnościami czysto pielęgnacyjnymi – myciem czy zmianą pampersów. Intensywna terapia szybko pokazuje jak bardzo to mylne wyobrażenie. Czynności higieniczne to raptem ułamek naszych działań. Dużo więcej czasu poświęcamy na specjalistyczne zabiegi. Dla porównania, resuscytacja pacjenta niejednokrotnie trwa dłużej niż całościowa toaleta chorego. Dziś pielęgniarki na oddziałach intensywnej opieki medycznej zakładają wkłucia tętnicze, defibrylują i podłączają pomiary rzutu serca. Na naszych barkach spoczywa bardzo duża odpowiedzialność za ludzkie zdrowie i życie. Ciężko porównać taką pracę do znanego określenia “siostro! basen!”.

Praca na oddziałach pediatrycznych nie kończy się na dzieciach. Tuż za nimi stoją rodzice. Współpraca z nimi nie zawsze jest łatwa. Ich życie właśnie wywróciło się do góry nogami, a każdy z nich różnie reaguje na stres. Mimo, że nikt nie wpisał nam w zakres obowiązków by zająć się rodziną pacjenta to nieludzkie byłoby pozostawienie ich samych sobie. Staramy się wyskrobać jak najwięcej czasu by z nimi rozmawiać oraz edukować. Wiele dzieci wychodząc z oddziału intensywnej terapii ma dodatkowego “przyjaciela”. Rurkę tracheostmomijną, PEGa, respirator domowy. Czasem wszystko na raz. By taki pacjent mógł być wypisany do domu najbliższa rodzina musi być przeszkolona z zakresu pielęgnacji jak i obsługi dodatkowego asortymentu. Edukacja musi przebiegać etapami. Nie ma określonego limitu czasu dla danego etapu, dla każdego rodzica to sprawa indywidualna. Pierwszym krokiem zawsze jest omówienie teoretyczne oraz przygotowanie psychiczne opiekunów. Niestety dla rodziców wiąże się to zazwyczaj z bardzo dużym stresem. Kolejnym z etapów jest instruktaż czynności. Dopiero gdy rodzice czują się gotowi, asystują nam przy zabiegach pielęgnacyjnych a następnie wykonują je samodzielnie pod nadzorem pielęgniarki.

foot-1689784_1280

Tak w wielkim skrócie wygląda obraz naszej pracy na oddziałach intensywnej opieki medycznej.  Wielu medyków boi się małych pacjentów. Boi się dawek leków, przeliczeń na kilogramy masy ciała. To, co mnie uderzyło w pierwszy dzień mojej pracy, było jej tempo. Pediatria okazała się niezwykle żywiołowa, wymagająca ale i niezmiernie wdzięczna.

Po 6 latach mogę wam powiedzieć, że jest bezlitosnym nauczycielem pokory. Wasz światopogląd 3 razy legnie w gruzach. Przeżyjecie chwile totalnego załamania wszelkich wartości i wiary w cokolwiek. Jednak mimo wszystko zostawi w was wrażliwość i wdzięczność za każdy dzień. Poczujecie, że to co robicie ma sens. Nie da się opisać słowami jakie uczucie może Wam towarzyszyć za każdym razem gdy zdrowieje dziecko, które według wszelkich praw powinno być już po drugiej stronie.

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź