Pierwsza pomoc

E-kurs pierwszej pomocy i ratownictwa

13 lutego 2020

Chcesz zrobić szybki kurs „pierwszej pomocy i ratownictwa medycznego” bez wychodzenia z domu? Zdobyć certyfikat bez wysiłku, dający poczucie bezpieczeństwa? Może wymaga go od Ciebie szef w pracy? Żaden problem. Coraz więcej firm sprzedaje szkolenia e-learningowe, na których nie musisz nawet dotykać fantoma. W tym wpisie zabiorę Was w podróż do fabryki bylejakości. Zapnijcie pasy.

Dlaczego poszukiwany przeze mnie kurs pierwszej pomocy jest wzbogacony o tematy ratownictwa medycznego? To nic innego jak zaspokajanie potrzeb rynku, czyli wychodzenie z ofertą do osób, które wpisują takie zapytania w wyszukiwarkę Google. Wiele osób nadal uważa, że żeby stać się ratownikiem medycznym wystarczy skończyć kurs. Myślałem, że temat ratownictwa ograniczony będzie tylko do nazwy szkolenia, że to będzie marketingowy chwyt, a w materiałach nie znajdę nic na ten temat. Niestety mocno się pomyliłem. Organizatorzy twierdzą, że dla ratowników medycznych może stanowić formę doskonalenia. Nie wierzę, że jakikolwiek szanujący się medyk skorzysta jednak z ich oferty.

Przybliżę Wam, jak wygląda przykładowe szkolenie i odpowiem na pytanie, czy warto wziąć w nim udział. Za kurs płacę 9zł. Niedługo po tym otrzymuję materiał podzielony na 2 części. Składa się z 120 stron w PDF do odczytu, których nie mogę zapisać ani wydrukować. Obliczony przez autorów czas szacowany jest na 50h spędzonych przed ekranem komputera. Zaczynam czytać, bo nie ma tu czego oglądać. Ryciny i zdjęcia są po prostu słabe. Najczęściej zaczerpnięte z Internetu, tak jak cała reszta.

Wszystkiego nie jestem w stanie opisać. Opiszę to, co przykuło moją uwagę, czyli rażące błędy merytoryczne.

 

CZĘŚĆ I:

Już pierwsze slajdy są ogromnym zaskoczeniem. Pojawia się temat intubacji pacjenta i zakładanie rurki U-G, przy czym dla twórców kursu nie ma różnicy między drożnością dróg oddechowych a ich zabezpieczeniem i wentylacją pacjenta. Po przeczytaniu tekstu dochodzę do wniosku, że alternatywą dla intubacji jest właśnie rurka UG! Nikt nie wyjaśnia prawnych uwarunkowań tych zabiegów. Masz rurkę? To zakładaj. W myśl „co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Czyli każdy laik może to wykonać, pod warunkiem, że ma sprzęt.

Definicja pierwszej pomocy przedstawiona została tylko prawnie, bez omówionej definicji ERC.

Nie zabrakło mojego ulubionego zabiegu telewizyjnego. Po kursie każdy laik pokusi się o wykonanie konikotomii. Twórcy dołożyli wszelkich starań by opisać tą banalną czynność, która ratuje życie w przypadku „krwotoku i anafilaksji”. Pacjent się dusi? Nieistotne czy masz wykształcenie medyczne. Rżnij gardło.

Dowiedziałem się, że jednym z rodzajów funkcjonowania ratownictwa jest system randez-vous, gdzie lekarz dojeżdża na miejsce wypadku pomóc paramedykom (bo brak tu mowy o „ratownikach medycznych”, przynajmniej na początku). Nie jest wyjaśnione, gdzie taki system funkcjonuje. Gdybym był laikiem, interpretowałbym go jako działający w Polsce. Nasz, obecny nie jest w ogóle omówiony. To akurat wielka szkoda.

Jeśli przyjadą paramedycy mogą wówczas wykonywać BLS (przy okazji mam wrażenie, że opis zadań twórcy kursu pomylili z KPP). ALS mogą wykonywać tylko lekarze. W drugiej części materiału dowiaduje się, że ratownik medyczny może taki kurs zrobić – uff… chociaż coś. Ale czy możemy się nim posługiwać podczas pracy przy pacjencie?

Nagle, niczym spod ziemi wyrasta temat podawania leków. Pacjentom bólowym podaje się morfinę, bo jest „popularna” i “nie wpływa na ośrodek oddechowy”. Natomiast Ketonal “w celu wyhamowania reakcji ogólnoustrojowych”. Tyle na temat analgezji. Co na to Paramedicpoland?

Wzywasz pomoc? Przyjedzie karetka reanimacyjna (R). Po co aktualne oznakowania, typy zespołu. Ciekaw jestem jaka byłaby reakcja twórców kursu gdybym powiedział im o możliwości przyjazdu motocykla ratunkowego.

Motocykla nie ma, ale są śmigłowce LPR. Cytując autorów „obecnie najczęściej w LPR wykorzystuje się śmigłowce MI-2”. Są załączone zdjęcia, a na nich, uwaga, EC-135! Podpisane jako MI-2. J Syn mojego kolegi chodzący do podstawówki kopiując wszystko z sieci lepiej by to ogarnął.

W apteczce „grupy podróżnej” koniecznie musi znaleźć się worek samorozprężalny winylowy typu AMBU. Na liście znajdziemy także kołnierz ortopedyczny, również AMBU. Teraz wiecie co dołożyć do swoich apteczek pierwszej pomocy.

Pojawia się też termin „osoba, która jest omdlała”. Co autor miał na myśli? Rozumiem, że pacjent jest mocno wzruszony. Wydaje mi się, że istnieją inne słowa, bardziej zrozumiałe, które warto używać.

CZEŚĆ II:

Autorzy przedstawiają % szans na przeżycie w zależności od czasu nagłego zatrzymania krążenia do rozpoczęcia resuscytacji. Informują, że jeśli rozpoczniemy czynności do 2 min szansa wynosi 100%. Z tego, co się orientuję, szansa na przeżycie spada z każdą minutą o 7-10%.

Przedstawiony standardowy algorytm podstawowych zabiegów resuscytacyjnych dla osób dorosłych zawiera 5 początkowych oddechów ratowniczych. Nie dość, że jest nieprawidłowy, to umieszczenie go bezpośrednio przy algorytmie ALS nie jest dobrym pomysłem.

Według autorów kursu, AED mogą używać przeszkoleni świadkowie zdarzenia. Muszę tutaj wtrącić konieczne sprostowanie, że niepotrzebne jest jakiekolwiek przeszkolenie lub certyfikat w celu użycia AED! Każdy może użyć takiego defibrylatora. W przeciwnym razie ludzie będą umierać pod “skrzynkami życia”, jak miało to miejsce na PKP w Bydgoszczy.

Brak umieszczonej jakiejkolwiek informacji na temat resuscytacji „Hands only”, czyli bez wykonywania oddechów ratowniczych. Pacjent ma krew, wymiociny na ustach? Robimy usta-usta, dmuchamy!

Ryciny zawarte w kursie nie korelują z tekstem. Niestety napotkałem ten problem kilkukrotnie. Pokazywanie na obrazku ucisków dwoma palcami u niemowląt, gdzie w tekście tłumaczą uciski jedną ręką u dzieci powyżej 1. roku życia. W dodatku rycina pobrana jako jedna z pierwszych z Google grafika.

Przy omawianiu pierwszej pomocy w przypadku zawału mięśnia sercowego zabrakło jakiejkolwiek informacji dot. ASA. W temacie anafilaksji pojawia się ampułkostrzykawka z lekiem, ale co tam jest autorzy nie informują. Na kursach, które prowadzę, zawsze tłumaczę, które leki może przyjąć pacjent, jakie są wskazania i przeciwskazania.

Autorzy jasno zalecają w pierwszej pomocy badanie tętna. Czasem też piszą o kontrolowaniu funkcji życiowych. Dla osób medycznych to oczywiste. A dla laików? Jakie funkcje życiowe? Jak sprawdzać? Pamiętajcie, że tętna w pierwszej pomocy nie należy sprawdzać. Wystarczy poszukiwanie regularnego oddechu.

W przypadku amputacji urazowej amputowaną kończynę należy umieścić w foliowym worku z wodą i lodem. Prawie dobrze. Gdyby postąpić według tej instrukcji, amputowanej części ciała groziłoby zamrożenie, czyli utrata kończyny. Dlatego amputowany palec czy dłoń umieszczamy w suchym worku foliowym a następnie ten worek w kolejnym z wodą i lodem. Mała różnica, która w skutkach ma ogromne znaczenie.

Przy omawianiu oparzeń przydałoby się wspomnieć o opatrunkach hydrożelowych. Niestety nic na ten temat nie ma.

„Walka ze wstrząsem” jako element postępowania w pierwszej pomocy. Co może zrozumieć laik poprzez hasło walki ze wstrząsem? Jak ma się uzbroić? Obawiam się kreatywności ludzi ograniczających swoją wiedzę medyczną do seriali typu „Na sygnale”.

 

WNIOSKI:

Twórcy korzystali ze starej literatury, nieaktualnej wiedzy medycznej. Jak można uczyć ludzi przedstawiając materiał oparty o Wytyczne ERC z 2005r.? Ich czas zatrzymał się prawie 15 lat temu. Medycyna cały czas się rozwija i idzie do przodu.

Mam wrażenie, że wszystko, co twórcy kursu znaleźli w Internecie, wrzucili do miksera, następnie przelali na PDF i wysłali klientom. Dużo zaczerpnęli z podręcznika przysposobienia obronnego i to wyszło chyba najlepiej. Jednak to też zostało w jakimś stopniu zepsute. Naprawdę zalecacie w pierwszej pomocy wynoszenie ofiar zatruć i dekontaminację? Wykonywanie „Usta-Usta” przy zatruciach wziewnych? Matko Boska, miej nas w opiece.

Ukończenie opisanego przeze mnie kursu może stanowić niebezpieczeństwo dla potrzebujących pomocy. Nie ma wyjaśnionej granicy między pierwszą pomocą, a medycznymi czynnościami ratunkowymi wykonywanymi przez wykwalifikowany personel medyczny, czyt. lekarze, ratownicy medyczni i pielęgniarki. Czytający zostaje oszukany, wprowadzony w poważny błąd.

Nie możemy zabronić organizowania takich e-learningowych kursów. Niektórzy powiedzą przecież „Lepiej taki kurs niż żaden”. Chciałbym żeby autorzy usunęli niepotrzebną część dotyczącą ratownictwa, skupili się tylko na podstawowych czynnościach resuscytacyjnych  i zaktualizowali wiedzę medyczną. Wyszło by to przynajmniej poprawnie.

 

Należy postawić sobie pytanie: Jaką wartość ma dla mnie życie ludzkie, w tym życie moich najbliższych? Ponad 40 000 tysięcy osób, które ukończyły kurs, jeśli w ogóle cokolwiek przeczytały, prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy, że nadal nie są gotowi do udzielenia pomocy. Warto brać udział w profesjonalnych szkoleniach, gdzie wszystko zostaje przećwiczone krok po kroku i dokładnie omówione. Nawet najlepszy e-kurs nie zastąpi przeciętnego szkolenia z ćwiczeniami na fantomach i obecnością osoby wykształconej medycznie, która ma doświadczenie w ratowaniu życia.

 

Autorzy kursu:

Przedstawia się tylko firma szkoląca. Nie wiemy nic o jej autorach. W ogóle mnie to nie dziwi, bo kto chciałby się do takiego tworu  przyznać.

Przykłady bibliografii kursu:

– „Wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji 2005”.

– „Ratownik medyczny” J. Jakubaszko 2003.

– „Anestezjologia i intensywna terapia dla studentów medycyny” 2002

– Ratownictwo medyczne w Polsce, Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, 2002: (red.) J. Jakubaszko, A. Ryś. Zdrowie i Zarządzanie, Kraków.

– „Materiały dostępne w Internecie”

 

Jeśli się ze mną nie zgadzasz, chcesz podzielić się swoimi uwagami lub znasz jeszcze gorszy kurs od omówionego przeze mnie, zostaw komentarz.

Zapraszam na szkolenia zrodzone z pasji do ratowania życia, a nie ściągania z Ciebie tylko pieniędzy i oszukiwania własnego sumienia. Pokażę Ci jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy w domu, szkole i firmie. Zajrzyj tutaj

Zobacz także

3 komentarze

  • Reply Wronka 13 lutego 2020 at 20:13

    Sztos

  • Reply zdefibrylowany 14 lutego 2020 at 09:38

    Będąc specjalistą w swojej dziedzinie widzisz to, czego nie widzą “przygodni” kursanci. A powyższy tekst – prawda o nabijaniu portfeli szkolących, ale nie umysłów osób szkolonych. Papier jest, wszystko się zgadza i pieniądz jest. Bałagan trwa

  • Reply sfrustrowany student 15 lutego 2020 at 21:09

    Może nie tak bardzo zły, bo wiele dobrych rzeczy można było z tego przedmiotu wynieść, ale nadal nie licujący, przynajmniej moim zdaniem, z uczelnią medyczną i szkoleniem przyszłych medyków… Pierwszy rok na kierunku lekarskim, przedmiot “pierwsza pomoc medyczna”. W sylabusie ERC 2015, niestety tylko w usosie… Wymagana wiedza z Jakubaszki (wspomniany Ratownik Medyczny, wszyscy korzystali z bardziej aktualnej wersji bo 2007 :P) , pytania o działanie barbituranów na temperaturę organizmu czy o działanie heroiny na źrenice- to może nam się kiedyś przydać, chociaż na tym etapie część studentów nie posiada wiedzy na temat działań w FBAO… Pomijając kwiatki takie jak szukanie ciała obcego w jamie ustnej osoby u której nie wykrywamy oddechu, po pokazaniu w wytycznych fragmentu “Nie należy opóźniać oceny oddechu poprzez sprawdzenie obecności ciał obcych w drogach oddechowych” tłumaczenie prowadzącej- “ale nie grzebiemy, tylko sprawdzamy”. Pytanie o to, którą stroną okrywamy folią poszkodowanego w hipo/hipertermii, bo najwidoczniej najważniejsze jest, żebyśmy w razie potrzeby stali i zastanawiali się która to miała być strona, a nie jak najszybciej zapewnili komfort termiczny 🙂 rozwinę się w USOSie jak przedmiot będzie zdany, ale skoro takie rzeczy dzieją się w teoretycznie najbardziej zaufanej placówce, w której można zdobyć odpowiednie uprawnienia- państwowej uczelni medycznej, to co się dziwić prywatnym firmom

  • Zostaw odpowiedź